Dynasteia sezony I-III Strona Główna
Regulamin Dynastie Mapy Cennik FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Rejestracja Zaloguj

Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości


Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Randal
02-12-2009, 11:44
Wydarzenia - Kraje Europejskie
Autor Wiadomość
Randal 
Nieśmiertelny MG


Gadu-gadu: 3173986
Dynastia: Nieśmiertelni
Posty: 2497
Wysłany: 22-02-2010, 17:09   

1722


Jan Wilhelm Friso van Oranje-Nassau


Zdawało się, że stan niepewności będzie trwać na obradach Stanów Generalnych Niderlandów wiecznie. Toczące się dysputy, kłótnie, debaty, fruwające we wszystkie strony paszkwile i pamflety, przyprawiły niejednego delegata o ból głowy. Ostatnio jednak doszło do wydarzeń przełomowych.
Nowy Wielki Pensjonariusz Holandii, Isaäc van Hoornbeek, popierany przez swoich republikańskich kolegów - Simona van Slingelandt, sekretarza stanu, Gerbranda Pancrasa Michielsz, burmistrza Amsterdamu i wreszcie Cornelisa de Jonge van Ellemeet, pensjonariusza Rotterdamu, tworzący wielkie antyorańskie stronnictwo, domagające się pełni władzy dla Stanów i pensjonariuszy zamiast stadhouderów, zdecydował się wzmocnić swoją pozycję poprzez podpisanie Traktatu z Utrechtu z Wielką Brytanią. Taki krok krewniaków samego Jana Friso mógł skutecznie go osłabić, jednak stało się inaczej. W traktacie Hoornbeek i jego ekipa zgodzili się na przemarsz wojsk brytyjskich w związku z nową wojną z Francją. Tyle, że Ludwik XV zareagował prewencyjnie i posłał swoje wojska na Rotterdam. Nowa, wielka wojna miałaby zatem toczyć się na terytorium niezaangażowanego - przynajmniej oficjalnie - państwa, to jest Niderlandów. Takie wydarzenia miały już miejsce daleko na wschodzie, w kraju zwanym Rzeczpospolitą podczas wojny północnej. Oczywiście Stany nie mogły pozostać bierne, rozpoczęła się jeszcze większa wrzawa, tym razem pełna oburzonych i zdziwionych przebiegiem zdarzeń opinii o owej ekipie republikańskiej, która zgotowała niełatwy los Zjednoczonym Prowincjom.
Głupcem byłby ten, który nie wykorzystałby takiej sytuacji. Owym głupcem na pewno nie był Jan Friso, lider oranżystów i stadhouder Fryzji zachodniej. Już wcześniej zbudował swoją pozycję zyskując poparcie elit, mawia się że przy pomocy złota płynącego z Kopenhagi i Londynu. Teraz mógł zadać ostateczny cios. Wykorzystując stan bojaźni i zagrożenia, bijąc w patriotyczne tony, wreszcie - będąc popieranym przez wojsko, które mogło "powstrzymać wiekowe zakusy Francji by nas podbić", rozbił w pył opozycję. Lista zarzutów wobec republikanów i oburzenie stanów zamknęły usta - przynajmniej na razie - Hoornbeekowi i Slingelandtowi. Jak więc się okazało, traktat który miał ich wzmocnić, okazał się gwoździem do trumny, a w Niderlandach po raz kolejny zwyciężąją oranżyści. Prawie bez sprzeciwów, jako że w stanach zagrożenia potrzebna jest jedność, przegłosowano obór Jana Friso na stadhoudera Niderlandów. Oznacza to przede wszystkim powstrzymanie republikańskich zapędów Stanów oraz dołączenie w najbliższym czasie Niderlandów do wojny z Francją po stronie Wielkiej Brytanii. Potomkowie Wilhelma Milczka w Londynie i Amsterdamie mogą czuć się bezpiecznie. Także niejasne wpływy i zabiegi Sasów i Hesów w Amsterdamie zostały przekreślone.
_________________
Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja najmojsza!
  Obóz polityczny: inni Monarchia: absolutna Wyznanie: katolicyzm
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 26-02-2010, 13:23   



1722



Kolejny incydent polsko-kurlandzki zaognia sytuację między dwoma krajami.

Całość afery rozpoczęła się jeszcze w roku 1711, kiedy to Kurlandia, przystępując do wojny z Rosją i Prusami, oddała Rzeczpospolitej 300 szwoleżerów, zgodnie z warunkami istniejącego wówczas lenna. Jednostka, zwana w Polsce Kourlandshwader, została oddana pod dowództwo wojsk koronnych i szybko o niej zapomniano. Sprawa zaogniła się jednak, gdy nieco później Fryderyk Kettler wypowiedział lenno Rzeczpospolitej i wysnuł wobec Augusta II żądanie, aby jego żołnierze powrócili do kraju. August, wielce gniewny na niepokornego lennika, oznajmił, iż nie ma mowy – a nieoficjalnie ponoć, stwierdził, iż powywiesza ich za nogi. Niestety, nie dane mu było spełnić tego życzenia, bowiem oddział w powstałym chaosie gdzieś wyparował, a Sas abdykował.
Nieco później Kourlandshwader odnalazł się w szeregach wojska koronnego, gdzie śmiertelnie znudzony oczekiwał jakichś rozkazów od – o, ironio – wrogich zwierzchników. Odnaleziono go za sprawą posłańca od Fryderyka Kettlera, który przeszedł na stopę nieoficjalną i posłał do nich gońca, który nakazał im powracać do kraju. Próba wymknięcia się z armii koronnej nie powiodła się, rozwścieczona szlachta powstrzymała Kurlandczyków, zaś oni sami – chcąc, nie chcąc, pozostali, gdzie byli. Kolejna interwencja Księcia Kurlandii nastąpiła niedawno, gdy apelował on w tej sprawie do Ludwika Burbona – niestety, niepomyślnie dlań, Burbon został kilka dni później zamordowany, zaś szlachta słyszeć nawet nie chciała o oddaniu żołnierzy, których wysłano na Ukrainę, do Białej Cerkwi.

Oddział początkowo rozlokował się posłusznie na miejscu, jednak po pewnym czasie, wiedzeni tęsknotą za krajem, albo może bardziej brakiem żołdu, uciekli pod osłoną nocy, kierując się w stronę rodzinnych Inflantów. Pościg za nimi podjęła milicja magnacka, zaś żołnierzy ogłoszono zbiegami i wyznaczono nagrodę za ich głowy. Ci zaś, zamiast przedrzeć się do Brześcia, wybrali dużo szybszy, ale tez bardziej ryzykowny manewr przejścia przez Polesie. Tam, nieopodal Turów, dopadł ich potężny oddział milicji, z którymi stoczyli krwawą potyczkę – udało im się jednak wyrwać z kotła. Ruszyli dalej w stronę Kurlandii, gnając co świetny, inflancki koń wyskoczył. Po drodze nastapiło kilka pomniejszych starć z milicją i zbłąkanymi oddziałami wojska, przez co w Rzeczpospolitej zaczęło się sporo o tym pościgu mówić. Wśród szlachty zaściankowej natychmiast pojawiło się mnóstwo plotek: o tym, że to Kurlandczycy właśnie zamordowali Ludwika Burbona, o tym, że jest to zwiad przed inwazją, że Książę Fryderyk w sojuszu z Prusakiem. Rozwój tych plotek zaowocował tym, iż posłowie Księstwa, którym dopiero co udało się odnowić kontakty dyplomatyczne z Przenajświętszą, uciekli w panice z Warszawy, poważnie obawiając się o swoje życie – dało się bowiem znać, iż szlachcie niewiele brakuje do zarżnięcia ich jak wieprze…

Koniec końców, błaha początkowo sprawa przerodziła się w kolejny kryzys między zwaśnionymi stronami. Dopiero co odbudowane kontakty dyplomatyczne legły w gruzach, zaś podejrzenia i kalumnie rzucane na Fryderyka Kettlera urosły potężnie w siłę… Co się zaś tyczy Kourlandshwader, mimo wszystkich trudności, części oddziału udało się minąć granicę w okolicach Bauske – z 300 ludzi, oddanych Augustowi II, do kraju powróciło zaledwie stu i jeden. Jak na ten skandal zareaguje Książę? Nie wiadomo…
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 27-02-2010, 09:29   





Hellada 1722

Rok 1722 był świadkiem kolejnej rundy walk między Cesarstwem Niemieckim i wielonarodowymi siłami Imperium Osmańskiego. Wszystko zaczęło się od szybkiego wydalenia posła Osmańskiego, Saifa Allaha Agi, który opuścił Cesarstwo z wielkim hukiem. Gdy zawiodły słowa, oba państwa wznowiły wymianę innych argumentów.
Ku powszechnemu zaskoczeniu, olbrzym na glinianych nogach jakim zdawała się Turcja, stawił dzielny i zorganizowany opór. Ba! Wbrew temu co mówiono, pierwsze starcia nie przyniosły wielkich i świetnych zwycięstw, mimo wszystko nowocześniejszych armii katolickich. Muzułmanie dzięki świetnemu sztabowi i organizacji wojsk dotrzymali pola, a nawet wywalczyli pewną równowagę na froncie. Choć bitwa pod Temeszwarem została ogłoszona Cesarskim zwycięstwem, zdecydowanie ważniejsze zmagania w Chorwacji, na głównym teatrze działań nie przyniosły rozstrzygnięcia. W sytuacji, gdy ofensywa Cesarska ugrzęzła naprzeciwko janczarów i słynnego ognia artylerii tureckiej zwrócono się do innych sposobów.
Oto w Grecji wybuchają pierwsze starcia z lokalnymi siłami. Pierwszymi ofiarami padli poborcy podatków, szczerze znienawidzeni na terenie całego Imperium, dopiero tutaj spotkali się z tak otwartą wrogością. Szybko wycięto urzędników sułtana, a wrogość przeniosła się na jego armię. Mimo ataków na mniejsze posterunki, ruch wydaje się na razie niewielki i niezorganizowany.
Jednak może to być jedynie wrażenie, gdyż w tym samym czasie na ręce wielkiego wezyra, a do wiadomości samego Sułtana została złożona petycja, napisana przez Fanarioci, czyli potomków greckiej arystokracji, pozostałej w imperium osmańskim po podboju Konstantynopola przez Turków w 1453.
Fanarioci zamieszkują głównie w konstantynopolitańskiej dzielnicy Fanarion. Trudną się handlem dalekosiężnym, co zapewniło im dojście w bieżącym stuleciu do wielkiego znaczenia gospodarczego i politycznego. Jako chrześcijanie często pełnią funkcje ambasadorów Porty Ottomańskiej przy dworach europejskich oraz dragomanów. Zajmują też wysokie stanowiska w patriarchacie Konstantynopola, niejednokrotnie wpływając na wybór nowego patriarchy.
Mimo dość oschłego tonu petycji, grecy podkreślają chęć rozmów i negocjacji z Sułtanem. Fanarioci, dbając o swoją pozycję i dobra nie zamierzają występować przeciw woli władcy, domagają się jednak zmniejszenie ucisku fiskalnego, który, z powodu ostatnich wojen wzrósł niepomiernie. Do tego bezwzględność w ściąganiu należności wzbudza tylko dodatkową niechęć. Grecy chcą również większej autonomii w obrębie Imperium, domagają się aby Grecja była rządzona przez greków, nie chcą być pod bezpośrednim zarządem wysłanników z Stambułu.
Choć ruch nie ma jednego przywódcy, najznaczniejszym rodem jest rodzina Mavrocordat. Ród wywodzi się od kupców z wyspy Chios. Pierwszym jego przedstawicielem, który osiągnął duże znaczenie w państwach rumuńskich był Aleksander Mavrocordat, który choć sam nie panował, był wysokim dostojnikiem na dworze sułtańskim. Pierwszym mężem jego matki był jeden z ostatnich hospodarów z wołoskiej dynastii Basarabów (Aleksander Dziecię) i mimo że Aleksander nie pochodził z tego związku, był związany z Rumunią i dążył do uzyskania tronu wołoskiego. Udało się to jego synom, którzy zapoczątkowali w historii Rumunii epokę hospodarów fanariockich. Mavrocordatowie właściwie zdominowali politykę rumuńską w pierwszej połowie XVIII w.
Obecnie rodowi przewodzi ur. 3 maja 1680, Mikołaj Mavrocordat, który prawdopodobnie odegra pierwsze skrzypce. Mikołaj jest obyty, wyrobiony i ma duże doświadczenie polityczne, zdążył już piastować urzędy hospodara Mołdawii i Wołoszczyzny. Wcześniej, przed objęciem tronów, pełnił funkcję tłumacza na dworze sułtańskim, zna więc realia imperialnego dworu. Mikołaj jest zręcznym politykiem i utalentowanym negocjatorem, w obecnej sytuacji jego zdolności będą na miarę złota.
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 01-03-2010, 17:09   




1713, Maris Baltici
    Wojna Północna – można by rzec, że główna rozrywka władyków wokół Morza Bałtyckiego od początku XVIII stulecia... Zmagania zaczęły się wręcz niewinnie, od konfliktu dyplomatycznego (później sprytnie rozdmuchanego) pomiędzy Księstwem Holsztynu (które tydzień wcześnie podpisało z Królem Szwecji, Karolem XII, sojusz zaczepno-obronny) a Królestwem Danii i Norwegii. Naturalnie, w obronie swego sojusznika wystąpiła Szwecja. Później w wyniku różnych działań, zabiegów zarówno dyplomatycznych, jak i czystych zbrojnych interwencji, w trakcie dwudziestu lat w dwóch wojnach brali udział Szwedzi, Duńczycy, Norwegowie, Holsztynianie, Meklemburczycy, Prusacy, Kurlandczycy, Austriacy, Rosjanie, Francuzi, Polacy i Anglicy. Dotychczasowym efektem tych zmagań było dalsze rozwarstwienie dwóch meklemburskich prowincji – które koniec końców zostały anektowane przez Szwedów i Duńczyków. Również Holsztyn (który rozpoczął ten ogromny konflikt) został wcielony do duńskiej monarchii.

    W wojnie zyskała również Rosja, która kosztem Szwecji zdobyła dostęp do Morza Bałtyckiego. Wielkim niewiadomym wojny była Kurlandia – wpierw neutralna, potem walcząca w pro szwedzkim obozie, by skończyć jako lenno rosyjskie... Angielski etap również był przejściowy - po zajęciu Christiany, nieudanej blokadzie Szczecina i lądowaniu w Trondheim, wycofali się z działań.

    Teraz na polu walki została tylko Szwecja oraz Prusy. Wyniszczająca i długa wojna męczy zarówno walczących, jak i ludność, zatem Karol XII zaproponował pokój. Doszło do ostrych rozmów, raz po raz zrywano rozmowy – często z powodu żarliwych i mało zdyscyplinowanych polskich szlachciców. Jednak po zamordowaniu polskiego króla (oraz dzięki krążącym plotkom), Francja i Polska wycofała się oficjalnie z walk – wszak sojusz przestał obowiązywać, gdyż został podpisany przez Bourbona. Szwedzi, jako hegemon na Morzu Bałtyckim, nie czują się zobowiązani do oddania Prus Książęcych (jak początkowo planowano) Rzeczypospolitej a chcą przyłączyć je do Królestwa Szwecji. Część jednak niektórych polityków przekonuje, że lepszym posunięciem byłoby oddanie Prus Książęcych Polsce... Z wiadomych względów. Ostatecznie nie doszło do podpisania pokoju.

    Szwedzi umocnili tylko swoje panowanie nad Bałtykiem, Prusacy wycofują swoje wojska na Kwidzyn, reszta stacjonuje i wyczekuje kolejnych rozkazów pod Berlinem..., Polacy wracają na ziemie Rzeczypospolitej i oczekują wyniku sejmu elekcyjnego a Francuzi czują się porzuceni, tak daleko od swej ojczyzny...
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 02-03-2010, 07:37   




Sicz 1723 rok


Śmierc Iwana Mazepy była dla wielu smutnym wydarzeniem, jednakże podziewano się jej już od dawna. Hetman był starym człowiekiem i czekano tylko sądnego dnia. Niestety nie wyznaczył on nikogo jako swojego następcy, podobnie jako i nie czyni tego Rosja. Siczowym w sumie to nie przeszkadza, ale jak to bywa, gdy nikt odpowiedzialny nie pokieruje polityką, wówczas dochodzi do zatargów.
Na sam początek podkreślmy, iż wszelkie roty Kozackie zostały zawezwane na Sicz, nawet te idące na pomoc Kaukazowi. Kandydatów do buławy jest dwóch: Pierwszy to Iwan Skoropadski. Człowiek ten za młodu związany z Prawobrzeżem, jednakże po napadach tureckich w latach siedemdziesiątych przeniósł się na lewobrzeże, gdzie był kanclerzem wojskowym pod rozkazami hetmana Iwana Samojłowycza, następnie był pisarzem pułku czernihowskiego. Od roku 1698 został generalnym buńczucznym, a od 1701 generalnym osawułem. W tym czasie wypełniam szereg misji dyplomatycznych do Rosji, jednocześnie stał się współpracownikiem Iwana Mazepy.

Przeciwnikiem jego jest Filip Orlik, człowiek niezwykle wykształcony, jednakże zdradzający sympatie antyruskie, a raczej niepodległościowe. Ale jaka jest jeszcze różnica między nim a Skoropadskim. Tego pierwszego popiera głównie młoda kozaczyzna i biedniejsza cześć Siczy, ma też niewątpliwie poparcie...prawobrzeżna. Z nim też spiskuje, a mawiają, ze pragnie razem z nimi dokonać zjednoczenia Siczy. Natomiast Skoropadski popierany jest przez najbogatszych i bardziej wpływowych kozaków z wschodu. Jak się potoczy wybór hetmana, zapewne już wkrótce zobaczymy
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 03-03-2010, 18:35   

RoN 1722


Zamęt! Tak w Rzeczypospolitej panuje zamęt. A cóż to nowego, spytacie? Precyzując zatem, w Rzeczypospolitej panuje zamęt jakiego nawet najstarsi górale nie pamiętają.

Wszystko zaczęło się od zdarzeń jeszcze z początku XVIII wieku. Choć chaos raz się wzmagał, a raz ustępował, to nigdy tak naprawdę nie ustał. Wrzawa goniła wrzawę. Kolejne konflikty, zmiany u władzy, tylko potęgowały ten zamęt. Teraz jednak, gdy stała się rzecz niesłychana, niechybnie zamordowano Najjaśniejszego króla, szlachta poczęła się dogłębniej zastanawiać nad sytuacją. Na świecie przewidywano, że śmierć króla większej furory nie zrobi. Zginął, wybiorą następnego, albo sięgną sobie do gardeł, i w końcu i tak wybiorą następnego króla. Uważano, że sejm elekcyjny odciągnie uwagę od ostatnich wydarzeń w Rzeczypospolitej. Jednak zabójstwo uderzyło w bardzo czuły punkt i szlachta poczęła się zastanawiać nad obecną sytuacją. Poczęła ją analizować i przewidywać następstwa obecnej sytuacji. Gdy już tak nad tym rozmyślali, szybko im przyszło stwierdzenie, że Rzeczypospolita znajduje się w wielkim regresie gospodarczym. Doszli więc do wniosku, że obecna sytuacja ojczyzny, dłużej ich nie wyżywi, a zatem należałoby podjąć jakieś działania. Tak narodził się ruch republikański. Ideologia ruchu republikańskiego przypomina system rządów w Niderlandach. Państwem powinni rządzić wyłącznie jego mieszkańcy, nie żadni obcy królowie, którzy działali tylko na swoją korzyść, Rzeczypospolitą traktując jako coś obcego, w czym interesu o dbać o nią nie mieli. Frakcja republikanów opowiadała się za tym by rządy w państwie przejęli byli konfederaci antysascy z Serwacym Wiśniowieckim na czele. Pojawiają się też głosy krytyki, która niczego nowego nie wnosi, jeno zauważa, że państwo nie wykorzystuje sytuacji na świecie dla własnych korzyści.

Choć elekcja nie obiła się takim echem jak zazwyczaj to o paru kandydaturach już wiadomo. Pierwsza z nich to syn króla Augusta II Szalonego, który parę lat temu abdykował. Kandydatura może się wydawać o tyle śmieszna, że wciąż pozostał ferment po akcji ze sprzedażą Gdańska. Nic więc dziwnego, że Sasów, którzy przybyli na Mazowsze, szybko przepędzono. Jednakże udało im się pozyskać takie persony, jak Kazimierza Czartoryskiego oraz Jerzego Dominika Lubomirskiego.

Kolejnym kandydatem jest Maksymilian Wilhelm Hanowerski, który choć wzbudził sporę zainteresowanie szlachty, to póki co nie ma poważniejszych stronników w państwie. Być może nie rozpoczął jeszcze swojej kampanii, a być może zapomniał, co rządzi światem. Niemniej, gdyby kandydat wykazał większe zainteresowanie elekcją, być może miałby poważne szanse na zostanie królem.

Również Francuzi nie zamierzają się poddawać. Jasno stwierdzili, że i oni mają zamiar kontynuować politykę poprzednika. Wciąż jednak nie mają żadnego oficjalnego kandydata. Ich poparcie od ostatniej elekcji spadło. Często słychać o wrogach jakich narobili sobie Burboni, co jak twierdzą, mogłoby źle wpłynąć na Rzeczpospolitą. Cieszyć się mogą jednak poparciem ubogiej i części średniej szlachty.

Ponoć też Leszczyński miałby wystartować w elekcji. Niedawno pogodził się z Potockimi, którzy podczas ostatniej elekcji zgarnęli kasę przeznaczoną właśnie na kampanię wyborczą Leszczyńskiego i odwrócili się do niego plecami, stając się jednym z najbogatszych rodów w Polsce. Wciąż jednak nie wiadomo, czy to tylko czcze pogłoski, czy rzeczywiście Leszczyński ma chęć zostania królem Polski.

Co zaś się tyczy magnatów, ci tylko przyglądają się na kandydatów i krzywią miny, bowiem żaden im nie odpowiada. Żaden jeszcze nie podjął się rozmów z nimi, żaden nie zaproponował im przywilejów, żaden też nie obiecał nadać im autonomii. Wobec czego dalej czekają, aż znajdzie się kandydat godzien poparcia.
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 07-03-2010, 17:43   

1724 Rzesza


Gdy po wyprawach do Ameryki konkwistadorzy, kolonizatorzy, odkrywcy, oraz kupcy przywozili do Europy ziemniaki nikt nie miał pojęcia, że blisko 200 lat później stać się mogą one powodem tragedii. Ale wszystko po kolei. Największym producentem ziemniaka w Rzeszy jest Bawaria, dzięki rozwiniętemu systemowi handlu rozchodziły się one z niezwykłą prędkością, a trafiały głównie do Saksonii i Danii. W tejże ostatniej nastąpił przełom. Do tej pory bowiem istniały duże problemy z przechowywaniem ziemniaków, tymczasem Duńczycy wpadli na genialny w swej prostocie pomysł - postanowili bulwy ziemniaka zakopać pod ziemią - w ten sposób powstała ziemianka.

Jednakże na wiosnę stało się coś strasznego - w wielu miejscach pojawiła się zaraza ziemniaka. Polega ona na tym, iż gwiazdopodobny organizm niszczy części nadziemne roślin, oraz bulwy. Poraża stolony, które gniją, a następnie wywołuje psucie się bulw. Organizm wytwarza jednokomórkowe zarodniki, które przez wiatr zostają przeniesione na inne rośliny. Problem jest o tyle poważny, że zarówno w Danii, jak i w Saksonii, a także w wielu innych krainach, kartofle zdążyły stać się podstawą kuchni chłopskiej. Spowodowało to zagrożenie głodem. Kolejnym punktem zapalnym stała się saksońska wódka, we władztwie Wettinów bowiem zarażone ziemniaki trafiły do destylacji. Sasi produkowali ją na masową skalę i w czasie procesy destylacji stwierdzili, że pojawiające się na bulwach plamki nie mogą w żaden sposób jej zaszkodzić. Był to błąd, który zaowocował wieloma zatruciami w samej Saksonii, jak i w krajach z nią handlujących.

Oczywiście niemalże natychmiast podniosły się głosy, że oto skoro bulwa ziemniaka jest z ziemi, to musi mieć chorobę. Uderza to we wspominanego już głównego producenta - Bawarię. Głośno mówi się o niepokojach na elektorskich wsiach, spadek eksportu kartofli musi bowiem zaowocować zmniejszeniem się zysków bawarskich chłopów. W Saksonii zaś rozpętała się prawdziwa nagonka na wódkę, jako na "zło w czystej postaci"... Czas pokaże jak wszystkie zainteresowane władztwa uporają się z kartoflanym problemem, lecz nie wiadomo, czy nawet mimo zwycięstwa nie spowoduje to wśród mieszkańców Rzeszy trwałej niechęci do, co by nie było, smacznego i zdrowego warzywa jakim jest ziemniak.
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 09-03-2010, 19:59   




1723 Saksonia


Mimo szybkiej reakcji Jaśnie Oświeconego Księcia Elektora, który postanowił wspomóc swój głodujący lud, sytuacja w Saksonii wcale się nie polepszyła. Ostanie zarządzenia Księcia, niespodziewanie pogorszyły jeszcze napiętą sytuację. Napięcia między stanami Saksonii nie są niczym nowym, jednak do tej pory dzięki stabilnej sytuacji kraju udało się uniknąć większych kłopotów, aż do teraz...
Z książęcego polecenia rozpoczęto w kraju budowę młynów i piekarń, aby wspomóc ludność dotkniętą klęską głodu. Edykty zostały wydane, miejsca przygotowane, złoto ze skarbca płynie, zapotrzebowanie jest ogromne. Brakuje tylko piekarń, a te które są nie nadążają z produkcją. Kolejne książęce inwestycje przeciągają się niemiłosiernie, jak w każdych nagłych wydatkach pojawiła się obrotna grupa korzystająca z trudnej sytuacji. A to wójt stawia młyn na gruncie stryja, a to urzędnicy zdefraudowali fundusze i z piekarni stoi tylko piec.
Chleb, który można dostać, albo jest ledwo zagniecioną ma pulpą i samym zakalcem lub czerstwą, twardą jak kamień bryłą. Pojawiły się już ponure drwiny, że „chleb saksoński nadaje się do ładowania armat”.
Sytuacja jeszcze nie była najgorsza, brak chleba był wprawdzie coraz bardziej odczuwalny, ale oliwy do ognia dolali sami głodujący.

Saksonia, prowincja:
Przed piekarnią ustawił się jak co rano spory tłumek ludzi czekających na wydanie przydziału. Przyzwyczajeni do rutynowej kolejki i długiego czekania, wszyscy stali ze spokojną rezygnacją. Wielkie jak dąb chłopy, pokornie ustępowały miejsca matkom z dziećmi na ręku, niektórzy przysposobili sobie bale lub zydelki do siedzenia. Gdy piekarnia otworzyła swe podwoje, zgromadzeni bez zbytniej ekscytacji ustawili się w kolejkę.
Tym razem nie było tak jak poprzednio. Niedługo po otwarciu przed piekarnią pojawiła się grupka z sąsiedniej wsi, w czym nie było jeszcze nic nie zwykłego. Jednak mężczyźni, którzy się zjawili , nie byli zwykłymi chłopami. Miejscowi od razu poznali Guntera Ferhoffa, który był szlachcicem z sąsiedniej wsi, poważnie wzbogaconym na uprawie ziemniaków i ich przetworów. Trzeba przyznać ze i dla niego ostanie czasy nie były łaskawe, nie bez satysfakcji mówiło się o nieudanych inwestycjach i upadku szlachetki.
Gdy wszyscy ze zdziwieniem patrzyli na nowo przybyłych, Gunter szybkim krokiem przepchnął się przez tłum i nie dość ze bez kolejki zażądał wydania nie tylko przydziałowego bochenka, ale z racji swego szlachectwa chciał od razu kilku. Tego było już za dużo. Chłopi nie myśleli na takie łajdactwo patrzeć spokojnie. Doszło do przepychanek, i sytuacja skończyłaby się pewnie na kilku siniakach, gdyby ktoś z tłumu nie krzyknął:
„Szlachciury zarazę roznieśli, a teraz jeszcze nasz chleb chcą zabrać!” Myśl podchwyciło naraz kilka głosów, a wieść jak ogień poszła w gmin.
Nie trzeba było czekać jak destylarnia Ferhoffa, zajęła się pięknym błękitnym ogniem, a jego dom płonął na czerwono...

Miśnia parę dni później.
Miśnia jako główne miasto regionu i prężny ośrodek, miało już dobre zaplecze przysposobione do dostarczania chleba, spichlerze były zapełnione kupionym zbożem, a piekarnie pracowały na trzy zmiany. Do miasta schodzili chłopi z wsi odległych o pół dnia drogi. Stały napływ nowych gęb do wyżywienia, nie wpłyną dobrze na stan miasta. Miejscowi kupcy i szlachcice zaczęli otwarcie postulować żeby pozbyć się części hołoty z miasta. Po kilku dniach doszło do przepychanek pod piekarniami, które w niedługim czasie przerodziły się w prawdziwe bitwy głodnych chłopów ze strażą miejską. Gdy ta dała tyły tłum zaatakował punkt rozdawnictwa żywności, żeby tego było mało, następnie rzucił się na przerażonych mieszczan. Gdy do miast doszła wieść o rozruchach na prowincji, sytuacji nie dało się już opanować. Możni ze strachu uciekli z miasta, gdzie powieszono już kilku urzędników. Napadnięto ratusz i splądrowano koszary straży miejskiej. Miśnia stała się ośrodkiem buntu.


Skutek: Saksonia traci dochód z Miśni
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Skryba 
Big Bad Burrito


Gadu-gadu: 6829904
Dynastia: Petrusowicze
Posty: 3020
Wysłany: 13-03-2010, 14:27   

1724



Źle się dzieje w Rzeczpospolitej! Wydarzenia, które miały miejsce w Toruniu, obeszły świat głośnym echem. Brutalna egzekucja kilku ewangelickich działaczy, która miała miejsce niedawnymi czasami, kryje za sobą dużo poważniejsze sprawy niż prosty wyrok śmierci, który wszak niczym nowym nie jest. Zapowiada się zmierzch starej ery.
Całość afery rozpoczęła się dokładnie 16 lipca 1724 roku. Dookoła kościoła Św. Jakuba w Toruniu przechodziła procesja katolicka w intencji Matki Boskiej szkaplerznej. Takie wydarzenia w Toruniu były może nie rzadkością, ale na pewno nie zdarzały się na co dzień – miasto od dawien dawna jest siedzibą wpływowych ewangelików niemieckich, którzy sprawili, iż protestanckie religie dominowały w mieście. Nie w smak to było oo. Jezuitom, których Kolegium także było obecne w metropolii. W wyniku kazuistycznego podejścia i aroganckiej buty Jezuitów, często dochodziło do sporów na tle religijnym, jednak największy – dopiero miał nadejść.
Wspomniana procesja, wielce uroczysta, została niespodziewanie zakłócona. Kilku ewangelickich uczniów Gimnazjum Akademickiego, przyglądając się przejściu pochodu, nie zdjęło czapek ani nie przyklęknęło. Oburzony ich zachowaniem uczeń tegoż gimnazjum, katolik, Stanisław Lisiecki, podszedł do nich i jął domagać się uszanowania sakramentu. Doszło do głośnej kłótni i niewielkiej bójki. Kilka godzin później ów Lisiecki natknął się na tych samych kolegów szkolnych – ponownie doszło do bijatyki, tym razem poważniejszej, którą starał się przerwać Dawid Heyder, luterański mieszczanin – szybko na pomoc Lisieckiemu przybyli jego katoliccy koledzy, przez co bójkę musiała w końcu ukończyć milicja miejska. Na rozkaz Johanna Gottfrieda Rösnera, burmistrza miasta, aresztowano Lisieckiego jako prowodyra afery. Na wieść o tym, katolicy z Gimnazjum Akademickiego jęli energicznie domagać się zwolnienia kolegi, co jednak nie dało efektów; gdy natomiast natknęli się na Heydera, rozwścieczeni chwycili za szable, co skończyło się kolejną interwencją milicji i kolejnym aresztowaniem. Miarka się przebrała: katolicy w ramach odwetu porwali przypadkowego ewangelika, Jana Nadgórnego i siłą zawlekli do Kolegium Jezuickiego, domagając się kategorycznie zwolnienia swoich przyjaciół z aresztu.
Wieść o tym porwaniu dotarła do burmistrza Rosnera, który skłaniał się już do spełnienia ich prośby. Wobec takiego obrotu sprawy jednak, zrezygnował. Wieść o wydarzeniach rozeszła się szybko i pod kolegium Jezuickim zebrał się wielki tłum domagający się wypuszczenia Nadgórnego. Doszło do kolejnych bójek, prezydent wprowadził do akcji kolejne oddziały milicji. Rozpoczęto wreszcie pertraktacje: szybko zakończyły się sukcesem i więźniów powypuszczano. Wydawało się, iż incydent na tym się zakończy, gdy po tłumie poszła plotka o jeszcze jednym więźniu, przetrzymywanym w Kolegium…
Rozjuszona tłuszcza wzięła Kolegium siłą, zdemolowała doszczętnie bibliotekę i kaplicę, a także pobito mocno kilku zakonników. Sprzęty z budynku wyrzucono na ulicę i podpalono – ponoć wśród tychże przedmiotów znajdował się również święty obraz Najświętszej Marii Panny. Do akcji wkroczył oddział wojska Kwarcianego pod dowództwem kapitana Wattera, któremu jednak nie udało się opanować sytuacji – dopiero, gdy na miejscu zjawił się sam burmistrz i stwierdził, że żadnego drugiego miejsca nie ma, ewangelicy uspokoili i rozeszli się.

Rada toruńska skłonna była na tym zakończyć aferę, dodając do niej jeno szybki proces. Niestety, tak się nie stało. Nowa siła w Rzeczpospolitej, Republikanie, przewodzeni przez Ossolińskiego i Wiśniowieckiego, szybko wykorzystali sytuację, rozgłaszając wydarzenie po całej Polsce. Nie pozostali w tyle także jezuici, którzy rozpoczęli szeroko zakrojoną akcję propagandową, według której ewangelicy mieli zbezcześcić katolickie obiekty kultu. W Warszawie, równolegle do trwającego sejmu elekcyjnego, rozpoczęto rozprawę. Komisja, złożona tylko i wyłącznie z katolików, przesłuchała kilkudziesięciu świadków starcia. Na podstawie zeznań wysnuto oskarżenia wobec 67 ewangelików, w których zamykało się świętokradztwo, napaść, zdemolowanie budynku Kolegium i działalność wywrotowa. Rada miejsca Torunia wysnuła protest, według którego jezuici mieli manipulować świadkami oraz preparować i selekcjonować zeznania, jednak nie odniosło to większych skutków. Swoje oburzenie wobec wyroku wyraziły gminy protestanckie z krajów sąsiednich, które zaczynają naciskać na swoje władze by zareagowały na brutalny wyrok.
Żaden członek rady toruńskiej nie był obecny przy jego ogłaszaniu. Informacja o nim dotarła do miasta nieco później – ogłoszono go z wieży ratuszowej, co wywołało panikę w mieście. Na śmierć skazano m. in. Burmistrza Zenerckego, a także prezydenta Rosnera, oprócz 12 innych torunian bezpośrednio uczestniczących w zajściu. Czterdzieści innych osób skazano na więzienie. Koniec końców, 7 grudnia wykonano wyrok na 13 skazanych, w tym na prezydencie Rosnerze. Burmistrz Zenercke uzyskał prawo łaski i uniknął kary, głównie przez ogromne wpływy w mieście, przez które wstawili się za nim nawet sami Jezuici. Inni skazańcy również próbowali apelować i odwoływać się od wyroku, jednak cięci republikanie nie chcieli nawet o tym słyszeć.

Koniec końców, jednostronny i okrutny wyrok, nie biorący pod uwagę współwiny Jeuzitów, jawnie prowokujących protestantów, wywołał wielką burzę w Europie. Wiele państw Rzeszy przysłało do interrexa Potockiego posłów z remonstracjami. Nikt jednak nie podjął żadnych praktycznych kroków przeciw postępowaniu Republikanów i Jezuitów. Wygląda jednak na to, iż era tolerancji religijnej w Rzeczpospolitej zaczyna się kończyć – Przenajświętsza zbyt wiele chyba wycierpiała od szwedzkich, pruskich i kurlandzkich protestantów…
_________________
Life's like a movie, Write your own ending, Keep believing, Keep pretending
  Obóz polityczny: piwny Monarchia: absolutna Wyznanie: inne chrześcijańskie
 
Kayne 
Klasa robotnicza!


Gadu-gadu: 1908456
Dynastia: Szwedzi
Posty: 2434
Wysłany: 13-03-2010, 17:03   



1724, Francja
    Teatr hugenocki rozpoczął się, kiedy to w jedną noc roku 1718 rebelianci zajęli Pau, Bordeaux, Bayonne. Jedynie zaś garnizon w Tuluzie odparł zdradziecki atak, zmuszając protestantów do podjęcia oblężenia; niestety cztery lata później Tuluza poddała się z braku żywności i szerzących się chorób, nie otrzymawszy wsparcia od Króla Francji. Wpierw wszyscy przyznający się do uznawania Rzymskiego Następcy św. Piotra - w Bordeaux oraz w Bayonne - zostali wycięci, powieszeni bądź w inny sposób zabici i zmasakrowani (niekoniecznie w tej kolejności); przez względnie sporą część nocy, katoliczki były jedynymi przedstawicielkami swej wiary. Spektakl ten został potwórzony na prawie całym obszarze od Bayonne do Tuluzy oraz - w kierunku północnym - do Bordeaux. Wyludniły się wszystkie miasta, zaś trudno na szlaku napotkać w odstępie mili mniej niż kilku zamordowanych katolików, wszelakimi metodami, przy których powieszenie za szyję, zasztyletowanie, dekapitacja czy zastrzelenie, było marzeniem każdego pochwyconego przez hugenotów katolika. Część ciał wyglądała na żywcem poćwiartowane, zaś te kobiece zdawały się mieć otwory niekoniecznie uśmiercające.

    Wsie spalono, wcześniej ograbując z żywności na potrzeby przetrwania twierdz w obliczu nadchodzących oblężeń. Katolicy, którzy mieli szczęście i jeszcze żyli, masowo wyemigrowali z południowej Francji. Biedniejsza część społeczeństwa zazwyczaj kierowała się ku centrum Państwa Burbonów, Ci bogatsi na pogranicze ze Świętym Cesarstwem czy nawet do tamtejszych księstw. Marsylia, pomimo tego, że blisko i z pozoru bezpieczna, była w pobliżu areny zmagań francusko-włoskich i stwarzała potencjalne zagrożenie wkroczeniem wielotysięcznej armii włoskich księstw. Rebelia protestancka zdawała się rozwijać w najlepsze, wsparta przez brytyjskie korpusy, które na pokładach prywatnych statkach handlowych przedostały się na zachodnie wybrzeże Francji. Nieporadność króla Francji, która wynikała z zaangażowania w inne fronty, trwała co najmniej do 1722 roku, zaś protestancka część Świętego Cesarstwa Rzymskiego mogła odetchnąć z ulgą: jeden z największych wrogów Reformacji miewa ogromne problemy z Jej dziećmi. Arystokracja, markiziera czy inne warstwy szlacheckie coraz głośniej zarzekały o braku kompetencji króla Ludwika XV, który jedynie zorganizował regimenty w celu stłumienia buntowników i wysłał pod jedno miasto. Jeszcze większe oburzenie wyszło ze strony biskupów, arcybiskupów oraz kardynałów francuskich, którzy z ambony - i czegokolwiek na czym mogliby się oprzeć - grzmiali o tym, co za piekło dzieje się we Francji i że to kara boska. Mieszczanie i szlachta zaś narzeka głównie z gospodarczego punktu widzenia - wraz z ludnością giną dochody. Aczkolwiek i Kościołowi jest to zapewne w niesmak. Hugenoci zaś zbroją się i zmierzają, z całej Francji, Nawarry, Marchii Hiszpańskiej a nawet z przygranicznych z Francją księstw niemieckich; przy okazji grabiąc co się da ze skarbów nieżywych już (albo wkrótce) katolików. Nawet złote czy srebrne protezy zębów czy kończyn są wyrywane, pierścionki i pierścienie obcinane razem z palcami, suknie rozpruwane w celu wyszarpnięcia pereł, klejnotów czy nici z metali szlachetnych. Ludobójstwo na katolikach idzie jak rwący Rodan na pograniczu francusko-szwajcarskim, przez sześć lat w przyspieszającym tempie.

    Regiment Akwitański ruszył i po pierwszej porażce pod Bordeaux, reorganizował się na kilka mniejszych i wcielono do armii świeżych rekrutów. Regiment du Toulose rozpoczął oblężenie Tuluzy, niestety natknąwszy się na samych dobrze przygotowanych do obrony miasta Hugenotów, jedynie nieśmiało ostrzeliwał mury gaskońskiego miasta. Nadzieja dla katolików zrodziła się po zdobyciu przez Regiment du Bordeaux miasta Bordeaux, gdzie przy nieznacznych stratach francuskich, urządzono iście Bachową fugę na żołdakach hugenockich i brytyjskich. Napotkano miasto zupełnie zniszczone; sprofanowane kościoły i katedry, ludzie wiszący na wszystkim, co wystawało choćby cztery austriackie łokcie ponad ziemią. Regiment ów zemścił się na ludności cywilnej hugenockiej, czyniąć niegorsze rzeczy niż sami rebelianci od sześciu lat wojny... Dwa regimenty - Bayonne oraz zdobywca Bordeaux - połączyły się pod Bayonne, które niebawem zostało odbite. Pau było następnym celem odsieczy ludwikowej, poddane oblężeniu, jednakże aktywność band partyzanckich oraz sprawnego garnizonu buntowników przeszkodziła w szybkim zajęciu miasta u podnóża Pirenejów.

    Angers, niespodziewanie, zostało podstępem zaatakowane przez Hugenotów, którym ktoś otworzył bramy. Tam jednak katolicka ludność podjęła walkę z heretykami, zakończoną wywieszeniem na placu głównym miasta oraz za murami obronnymi protestantów. Akt ten dopełnił Teatr Hugenocki, wystawiany regularnie i nazbyt dobitnie od 1718 roku we Francji. Akompaniament spalonych zabudowań, sprofanowanych maksymalnie jak się da zwłok oraz wyniszczenie wszystkiego co katolickie grał melodię dla francuskiej historii nowożytnej.
_________________
Po niemiecku... || The Confederation of Callisia || bratekmarcin.eu || Kontestatorzy

Oi! ...to brudna muzyka i prości ludzie... Oi!

  Obóz polityczny: Hela Sverige Monarchia: despotyczna
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 13-03-2010, 20:11   



Palatynat Reński, Wirtembergia, lata 1723-1724

Od 1723 roku w południowo-zachodnich Niemczech zaczęło sprzyjać. Nowy władca wirtemberski, Friedrich Ludwig z dynastii von Württembergów wydał szereg edyktów zapewniających rynek zbytu oraz pracy, a także ułatwiających życie kupcom czy inwestorom ziemskim. Odwieczne dobro gleby nad rzeką Neckar, winnice, otrzymało wsparcie finansowe ze strony księcia. Wytyczono szlak prowadzący z Kaiserslautern, obejmujący miasta Mannheim, Heidelberg, Stuttgart, Göppingen oraz Neuburg, w ramach umowy pomiędzy Księciem Wirtemberskim a Elektorem-Palatynem Reńskim. Paradoksalnie, nad ujściem Neckar do Renu ograniczano udział plantacji win w rolnictwie na rzecz dobrze zorganizowanych pastwisk oraz pól uprawnych; gdzie koniczyny, lucerny i inne trawy miały świetne warunki do rośnięcia. Elektor Reński, Johann Wilhelm von Pfalz-Neuburg, złożył podwalinę do rozwoju swojej domeny poprzez utworzenie Kompanii Górniczej oraz ufundowaniu kopalni soli kamiennej.

Rok 1724 był tym przełomowym. Książe Wirtembergii podjął się kosztownej próby zreformowania gospodarki przemysłowej. Na wzgórzach pomiędzy rzeką Neckar a Kocher zaczęto poszukiwać nowych złóż soli kamiennej; niebawem rozpoczęto budowę kopalnii, zaś dofinansowanie ze strony Wolnego Miasta Heilbronn pozwoliło sprawniej i mniejszym kosztem dokonać rozwoju górnictwa wirtemberskiego. W Tübingen wybudowano papiernię, zaś w Göppingen kilka pomniejszych zakładów tekstylnychprodukujących tkaniny oraz odzież, szczególnie bieliznę czy wytworne stroje dla średnich i bogatych stanów społecznych. Przedsięwzięcia finansowane były z budżetu państwa, ich celem było ożywienie rynku handlowego oraz napływ strumienia funduszy do handlarzy oraz kiesy książęcej. Produkty manufaktur przeznaczone były na potrzeby krajowe oraz zagraniczne, skąd ze Stuttgartu miały wejść w obieg Szlaku Palatyńsko-Wirtemberskiego... Nad Renem, Elektor poszedł za ciosem w swych górniczych planach, inwestując w budowę kopalni węgia brunatnego oraz kamiennego pod Buchholz oraz w pobliżu miasta Julich. Pracować w kopalniach mieli niewolnicy sprowadzani przez Królestwo Szwecji wprost z Czarnego Lądu, sprowadzani dzięki rodowej umowie o wytyczeniu szlaku handlowego pomiędzy państwami Wittelsbachów.

Masy robotnicze zaczęły zjeżdżać się w celu podjęcia budowy kopalni oraz manufaktur, a później podjęcia pracy. Książe Wirtembergii udostępnił rynek pracy dla wszystkich imigrantów oraz całej ludności krajowej. Paroletnie zwolnienia z podatków dla osiedleńców, wynikające z gwarancji książęcych, zachęcały do pracowania ku służbie Księstwa. Pomimo licznych tabunów niewolników kierowanych do pracy pod ziemią w Palatynacie Reńskim, co silniejsi mężowie przybywali, by kopać "sól ziemi czarnej". Odnowiono także mosty - oraz zbudowano kilka - na rzece Neckar oraz wielu innych. Prawdziwym zastrzykiem entuzjazmu było podpisanie przez Elektora oraz Księcia unii celnej pomiędzy rzeczonymi państwami. Brak ceł w obrębie Wirtembergii oraz P. Renu, unormowanie ceł wobec innych państw sprawił, że nawet szlachta zainteresowała się handlem palatyńsko-wirtemberskim. Reformy obu państw Świętego Cesarstwa Rzymskiego przyniosły główny efekt: trwałe ożywienie handlu. Kupcy z kilku innych księstw zaczęli wykorzystywać pakt pomiędzy księstwem a elektoratem jako tranzyt "wzdłuż Neckar"; taniej było raz zapłacić cło stanowiące dziesiątą część wartości towaru niż płacić liczne cła, przebijając się przez granice kolejnych państw.

Tragiczny konflikt pomiędzy protestantami a katolikami we Francji skłonił bogatą warstwę społeczną do emigracji nad rzeką Neckar. Zamożni mieszczanie ładowali swój kapitał w spółki handlowe, kopalnie, banki oraz manufaktury. Ufundowali także budowę winnic nad Rzeką łączącą sprzymierzone handlowo państwa oraz farbiarni w Stuttgarcie, mającej specjalizować się w barwieniu tkanin ze wszelakich materiałów: wełny, lnu, bawełny. Południowozachodnie Niemcy były oazą spokoju, w porównaniu do rzezi czynionej przez Hugenotów. Niewielką część imigrantów do Wirtembergii stanowili mieszkańcy Miśni, którzy z powodu zamieszek spowodowanych zarazą ziemniaczaną opuścili swoje domy oraz Elektora Saksonii. Zachęcano przybyłych do osiedlania się w Victorshafen, niewielkiego portu morskiego na terenach wydzierżawionych od Republiki Weneckiej.

W ramach Unii Celnej Palatyńsko-Wirtemberskiej, Kompania Dróg Lądowych i Wodnych pod kontrolą palatyńską rozpoczęła przygotowania do wielkiego przedsięwzięcia jakim jest regulacja rzeki Neckar na odcinku od Stuttgartu do Mannheim. Fundusze miały pochodzić od Elektora-Palatyna Reńskiego oraz Księcia Wirtembergii, którzy mieli finansować regulowanie rzeki na odcinkach leżących na ich terytoriach. Wraz z regulacją rzeki, ma się pojawić wytyczony brukowany trakt, zajazdy i jednostki pocztowe, a także zabudowania obronne służące ochronie nowej drogi. Regulacja jednego z największych dopływów Renu miała zająć co najmniej kilka lat, a koszty zwrócić się dopiero po długim czasie.

A sąsiedni władcy patrzą z zazdrością...
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Witold 
Cesarz


Gadu-gadu: 9558913
Dynastia: Dyktator Dynii
Posty: 4588
Wysłany: 14-03-2010, 10:01   




1714 Niżny Nowogród


    Sytuacja w Rosji nadal się komplikuje. Wszystko zaczęło się bowiem od tego, że car konsekwentnie swoją polityką, zniechęcał do siebie duchowieństwo prawosławne. Ta obojętność, a nawet w pewnym stopniu ignorancja, nie przysporzyła mu zwolenników, wręcz przeciwnie narobiła wielu wrogów. Otwarcie zaczęli protestować konserwatywni bojarzy, będący bezpośrednim zapleczem militarnym cerki oraz posiadający podobny stosunek do cara, byli wojskowi i dowódcy, którzy po wojnie stali się niedocenieni i niepotrzebni. Wszystko to doprowadziło do rewolty. Z czasem buntownikom zaczęło przybywać zwolenników i nie wiadomo jakby się to zalej potoczyło gdyby nie wykrycie spisku przez carskie służby i powiadomieniu o tym Jego Carskiej Mości

    Jednak jak się okazuje to jeszcze nie był koniec buntu. Car nie mógł spać spokojnie, powstańcy bowiem w stosunkowo krótkim czasie zajęli Niżny Nowogród. W porównaniu z wojskami carskimi nie mieli by oni większych szans, dlatego też musieli znaleźć polityczne wsparcie w osobie Czuwaszów. Czuwasze to lud pochodzenia tureckiego zamieszkujący tereny przy ujściu Kazanki do Wołgi. Nie wyznają oni jednak prawosławia. Co oczywiście wydawać by się mogło nie sprzyja ich poparciu dla rebeliantów.
    Aby zatem przekonać owych koczowników do buntu użyto pewnego podstępu. Ważnym argumentem, który przemawiał za wsparciem ich racji przez ten lud, było przekonanie, że car zamierza nałożyć na nich nowe podatki, a także że carowi zależy na przejęciu wpływów z handlu w regionie. Oczywiście było to kłamstwo, jednak prości ludzie jakimi byli Czuwasze nie mieli o tym pojęcia. Wywołało to u nich tak wielkie oburzenie, że zgodzili się wesprzeć rewoltę. Po uzyskaniu niezbędnego wsparcie buntownicy ruszyli na Czeboksary - największą osadę tego regionu, który w tym czasie była również jednym z ważniejszych centrów handlowych Rosji w tej części imperium. Posunięcie to o tyle przemyślane, że w tym regionie nie stacjonowały żadne wojska carskie, z zdobycie tej osady oznaczało by zdobycie karty przetargowej w negocjacjach z carem.
    Sam Car zapewne zdumiony będzie takim obrotem sprawy. Wydawało się bowiem, że sytuacja jest już w prawdzie opanowana, a okazuje się że będzie on musiał stanąć przed poważną próbą. Jego obawy są jak najbardziej uzasadnione, bo rebelianci zdobywają coraz więcej zwolenników, a w tym regionie nie stacjonuje żadne wojsko. Sytuacja w Rosji wydaje się więc bardzo interesująca. zobaczymy co stanie się dalej...
_________________
  Obóz polityczny: Jakobini Monarchia: absolutna Wyznanie: protestantyzm
 
Skryba 
Big Bad Burrito


Gadu-gadu: 6829904
Dynastia: Petrusowicze
Posty: 3020
Wysłany: 14-03-2010, 18:20   

1725

Kiedy umiera Ojciec Święty kardynałowie całego świata zjeżdżają do Rzymu, aby pod kluczem - cum clave, aby obrać, zazwyczaj spośród siebie, nowego biskupa Rzymu. Nie inaczej miało stać się teraz, niespełna rok po śmierci poprzedniego Ojca Świętego - Piusa VI. Właśnie tyle czasu zajęło powiadomienie wszystkich elektorów i oczekiwano właśnie na ich przybycie. W okresie sediswakancji Państwem Kościelnym kieruje kardynał kamerling Annibale Albani, jednak jego władza nie jest tak silna jak władza Namiestnika Chrystusa, a podupadający nieco kraj wymaga silnego przywództwa.

Jako pierwsi zjawili się kardynałowie z Włoch na czele z subdziekanem Kolegium Kardynalskiego Vincenzo Marią Orsinim, który na skutek śmierci dziekana kardynała Tanary, stał się tymczasowym dziekanem i miał poprowadzić konklawe. Spodziewana jest obecność około 60 książąt Kościoła, którzy podzielą się zapewne na kilka istotnych stronnictw. Częściowo podział na frakcję przebiega według narodowości, częściowo jednak według poglądów własnych kardynała, zwłaszcza w przypadku tych pochodzących z Włoch. Jednym z bardziej znaczących stronnictw są Francuzi, którym udało się w ostatnim czasie obsadzić także kilka biskupstw we Włoszech. Frakcji Burbonów przewodniczy kardynał de Rohan-Soubise i jak można usłyszeć w Rzymie dysponuje on około 10 głosami.

Kardynałowie z państw rządzonych przez dynastię Habsburgów kierowani są przez kardynała austriackiego Annibale Albaniego, a także kardynała hiszpańskiego Acquavivę d'Aragona. Grupa ta pomimo, że jest dość liczna jest skonfliktowana zarówno z frakcją francuską, jaki i wszelkimi pozostałymi. Pomimo licznych różnic dzielących kardynałów tego stronnictwa jest ono dość spójne wewnętrznie i może odegrać spore znaczenie w nadchodzącej elekcji.

Kolejna znaczna grupa to tzw. Gorliwi, którzy sprzeciwiają się wpływom wielkich mocarstw na Kościół Katolicki. Jak można łatwo się domyślić stronnictwo to składa się w znakomitej większości z Włochów i liczy nawet około 20 kardynałów. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że frakcja ta ma poparcie Ligi Włoskiej, która jest skonfliktowana z Francją i toczy z nią aktualnie wojnę gdzieś w Alpach. Gorliwi stoją w oczywistej opozycji względem Francji, negatywnie patrzą też na poczynania Habsburgów, którzy władają dwoma mocarstwami i próbują ingerować w działanie Państwa Kościelnego.

Pozostają jeszcze kardynałowie, którzy nie są zadeklarowanymi zwolennikami żadnego ze stronnictw, a należą do nich włosi Giuseppe de'Medici oraz Lorenzo Fieschi, dwóch kardynałów z Portugalii, Christian August von Sachsen-Zeitz z odległej Saksonii, a także dwóch elektorów Rzeszy z rodu Wittelsbachów, a wśród nich Józef Klemens von Wittelsbach, który na konklawe przybywa jako obrońca katolików przed szatańskim pomiotem, jakim z pewnością są protestanci. W kuluarach kurii rzymskiej szepce się jakoby miał on pewne szanse, jako osoba stojąca ponad konfliktem na osi Włochy-Francja-Habsburgowie.

Co zaś tyczy się potencjalnych papabile najczęściej wskazywany jest wśród nich kardynał Paolucci który cieszy się poparciem części Gorliwych, a także niektórych Francuzów jednak jest nienawidzony przez Habsburgów. Głównym kandydatem popieranym przez frakcję Burbonów jest Olivieri, który jest jednocześnie krewnym Albaniego w związku z czym może liczyć także na poparcie części Austriaków i nielicznych Hiszpanów. Wittelsbach oficjalnie nie cieszy się żadnym wsparciem jednak wydaje się on idealnym ugodowym kandydatem. Nie jedynym jednak. Spośród ugodowców jest jeszcze często wymieniany pokorny dominikanin Orsini, który nie wdaje się w politykę i nie jest posłuszny żadnemu mocarstwu. Nie sprzyja więc żadnym interesom i dlatego też jest dla wszystkich do zaakceptowania. Poza kandydatami posiadającymi wsparcie jakiejś frakcji można jeszcze usłyszeć o Piazzie o którym szemra dwóch książąt Kościoła z krajów Habsburskich, o Gozzadinim i Imperialim, którzy cieszą się umiarkowanym poparciem wśród włoskich kardynałów, a także o Corsinim czy Cienfuegosie o których jednak nie wspomina zbyt wielu.

Nadchodzące dni i tygodnie wiele wyjaśnią, prawdopodobnie już po kilkunastu głosowaniach głównym stronnictwom uda się uzgodnić wspólnego kandydata który zbierze 2/3 czyli około 40 głosów. Wybór ten jednak z pewnością da nam odpowiedź na pytanie - czy Państwo Kościelne odzyska swoją dawną potęgę?
_________________
Life's like a movie, Write your own ending, Keep believing, Keep pretending
  Obóz polityczny: piwny Monarchia: absolutna Wyznanie: inne chrześcijańskie
 
Skryba 
Big Bad Burrito


Gadu-gadu: 6829904
Dynastia: Petrusowicze
Posty: 3020
Wysłany: 14-03-2010, 18:46   

1725


W roku 1722 odszedł hetman kozacki Iwan Mazepa. Zapisał się on na kartach historii jako człowiek niemalże wybitny, biorący udział w Wielkiej Wojnie Północnej, gdzie wsławił się złupieniem Inflant, jak i w wojnie rosyjsko-kurlandzkiej, gdzie jego wojska brały udział w oblężeniu Goldyngi. Staraniem Mazepy powstało wiele budowli w stylu ukraińskiego baroku, m.in. nowa siedziba Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, dzwonnica soboru Sofijskiego, cerkiew Objawienia Pańskiego i nowe mury Ławry Pieczerskiej w Kijowie, a także sobór katedralny w Perejasławiu. Z inicjatywy Mazepy powołano również do życia kolegium w Czernihowie. Niestety, nikt nie żyje wiecznie, mimo że zdawać, by się mogło, że stary hetman zgłębił tajniki długowieczności. Gdy po 83 latach życia zmarł dowódca Wojska Zaporoskiego, całe to wojsko, znajdujące się w drodze na Kaukaz, udało się na Sicz, by wziąć udział w obieraniu nowego władcy.

Następca wielkiego i sławnego Iwana Mazepy został wybrany. Nowym hetmanem, przy poparciu Cesarza Piotra Aleksiejewicza Romanowa został Filip Orlik. W walce o władzę na prawobrzeżu pokonał on swojego kontrkandydata Iwana Skoropadskiego, mimo że miał on poparcie najbogatszych i najbardziej wpływowych kozaków ze wschodu. Jak widać nie ma na tym świecie rzeczy niemożliwych, są jedynie mało prawdopodobne. Nowy hetman bez wątpienia ma ciekawą biografię. Jego ojciec, Stefan Orlik, który z wyznania był katolikiem, wałczył i poległ w bitwie z Turkami pod Chocimiem. Matka, Irena z domu Małachowska, z kolei była prawosławna i w tym obrządku ochrzciła swojego syna. Przyszły hetman uczył się na Litwie, a następnie pobierał nauki w Akademii Kijowsko-Mohylańskiej, gdzie zdobył solidne wykształcenie. Dzięki temu posługuje się co najmniej pięcioma językami. Prawdopodobnie właśnie w Kijowie poznał Iwana Mazepę. W roku 1698 ożenił się z Hanną Hercyk, a ojcem chrzestnym ich pierwszego syna był właśnie nieodżałowanej pamięci Mazepa. W latach 1698-1700 Orlik był pisarzem w kancelarii metropolity kijowskiego, potem w pułku połtawskim. W roku 1702 lub 1706 został głównym pisarzem wojska zaporoskiego i najbliższym współpracownikiem hetmana.

Co jego wybór oznacza dla Ukrainy? Wiele mówi się o wielkich planach, jakie snuł Orlik i jakie miały przekonać Piotra Romanowa do poparcia właśnie jego kandydatury. Ponoć doprowadzić on ma do powstania na prawobrzeżnej Ukrainie, które miałoby się zakończyć jej zjednoczeniem i ogłoszeniem niepodległości, być może również od Rosji, gdyż Orlik nie kryje się ze swoimi raczej antyrosyjskimi poglądami. Trudno jest też nie wiązać ostatnich niewielkich i odosobnionych chłopskich wystąpień z jego działalnością. Być może właśnie to jest swego rodzaju preludium do zapowiadanej walki. Czas pokaże i zweryfikuje te śmiałe i odważne pomysły. Nie da się jednak ukryć, że czasy niemalże ślepego podporządkowania kozaków Moskwie skończyły się i Kreml będzie musiał zdecydowanie bardziej liczyć się ze swoim sojusznikiem. A ten, po ewentualnym zwycięskim powstaniu zyskać może wiele i może też zdecydować się na odwrócenie się od swojego dotychczasowego suzerena.
_________________
Life's like a movie, Write your own ending, Keep believing, Keep pretending
  Obóz polityczny: piwny Monarchia: absolutna Wyznanie: inne chrześcijańskie
 
Skryba 
Big Bad Burrito


Gadu-gadu: 6829904
Dynastia: Petrusowicze
Posty: 3020
Wysłany: 15-03-2010, 14:12   

1725



Po śmierci Ludwika II, króla Polski i wielkiego księcia Litwy nad Wisłą rozpoczął się kolejny, wielki, europejski spektakl. Zwie się on wolną elekcją. Zgromadzeni na Mazowszu, potężni magnaci i zwykłe szlachciury, a także zaściankowa klientela mieli dokonać oboru nowego władcy. Interrex Teodor Potocki miał szansę usłyszeć i zobaczyć wielu kandydatów do tronu. Szlachta w większości miała sprecyzowane żądania - zaakceptowanie przywilejów, artykułów henrykowskich, a także - pomsta na mordercach czczonego już prawie jako męczennika w Polsce Ludwika II, odzyskanie Prus i Kurlandii. Wielu władców zaprzyjaźnionych z księciem tego małego, nadbałtyckiego kraju zwłaszcza ten ostatni punkt wolało przemilczeć. Tylko Maksymilian Hanowerski odważył się podjąć plan odzyskania lennika, ale ciężko byłoby powiedzieć, że to właśnie przyniosło mu zwycięstwo. Bo tak się stało.



Na początku wyścigu o tron było 3 kandydatów - Karol III Wilhelm Badeński, Fryderyk II August Saski, wspomniany już Maksymilian. Na końcu dołączył się także Leopold z księstwa Holstein-Sonderburg-Wiesenburg, krewny dynastii duńskiej z katolickiej linii.
To właśnie pomiędzy zwycięzcą, a ostatnim jak dotąd w wyścigu Leopoldem nawiązała się ostateczna walka. Mawiano, że Duńczyka popierają nawet Republikanie - Ossoliński i Wiśniowiecki, kupieni za obietnice i pieniądze z Kopenhagi, poza tym w jego stronnictwie znalazł się także ponoć Czartoryski czy Zamojski. Plotki mówią też o Wielopolskim, Lubomirskim i Koniecpolskim. Pokrewieństwo z Piastami dawało mu także duże szanse. Ostatecznie jednak, mimo zapewnień kandydata - bano się wplątania w wojnę z Cesarstwem - Habsburgami, Wittelsbachami i Hesami. Wreszcie, stronnictwo republikańskie - jak to bywa wśród panów braci - pękło, po wielu sporach wewnętrznych. Warto wspomnieć też stronnictwo osierocone przez zamordowanego króla Ludwika, które do końca nie wiedziało kogo poprzeć - podobno i tak nie cieszyło się sympatią, ze względu na butę okazywaną na polach elekcyjnych. Leopold przegrał, a Maksymilian zostanie nowym władcą Najjaśniejszej. Ciekawe, jak poradzi sobie ze wszystkimi problemami, z którymi ponoć nawet Francuzi nie dali sobie rady.

Vivat król!
_________________
Life's like a movie, Write your own ending, Keep believing, Keep pretending
  Obóz polityczny: piwny Monarchia: absolutna Wyznanie: inne chrześcijańskie
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Klikaj codziennie, pomóż potrzebującym
opowiadania,fantastyka   Klub Miłośników Fantastyki Aletheia

Strona wygenerowana w 1,27 sekundy. Zapytań do SQL: 9